Feministyczny apel ornitologicznyCzy znacie to hasło KOBIETY NA TRAKTORY? Taki relikt PRL-u, teraz proponuje ciekawsze: KOBIETY RUSZAJCIE W TEREN! Wdrażając powyższą inicjatywę, jako przodowniczki pracy stworzyłyśmy żeńską ekipę i wystartowałyśmy w Rajdzie Ptasiarzy. Zasady rajdu są jasne, w ekspresowym skrócie: w ciągu 24 godzin każda drużyna ma "wyhaczyć" (oznaczyć wzrokowo lub na podstawie głosu) jak najwięcej gatunków ptaków, w tym w 95% obserwacji powinni uczestniczyć wszyscy członkowie ekipy. I tak 14 maja blisko 30 drużyn z całej Polski wyruszyło w teren, a wśród nich i my.

Zespół skompletowałyśmy w składzie: Ania Suchowolec, Dominika Musiał, Edyta Kapowicz, Ania Płowucha i Gabrysia Kułakowska jako nasz kierowca i fotograf. Na co dzień w większości pracujemy w biurze PTOP przygniecione toną papierów związanych z realizacją kolejnych projektów. Czasami tylko, przez uchylone okno, pojedynczy promyk słońca albo nieśmiały śpiew sikorki dotrze do nas zza stosów rozliczeń, tabelek i pism. Koniec! Dla zachowania ostatków zdrowia psychicznego trzeba było się w końcu ruszyć.Upchnęłyśmy nasz super sprzęt optyczny i nas same w małe autko i jazda. Zwarte i gotowe zaczęłyśmy od gatunków leśnych i magicznej Puszczy Knyszyńskiej. A tam spotkałyśmy cenne pospoliciuchy (bo każdy gatunek był na wagę złota!): kosy, śpiewaki, bogatki, zięby, pierwiosnki, ale też 4 gatunki dzięciołów tj. czarny, białogrzbiety, średni i duży, muchołówkę białoszyją czy krzyżodzioba świerkowego.

Dalej ruszyłyśmy na podbój miasta, gdzie przeczesałyśmy stawy w Dojlidach i parki miejskie, jak się okazało z różnym skutkiem. Perkozy w większości na głębokim wdechu zniknęły pod wodą, pełzacze wpełzły pod korę, a modraszki podstępnie ... nawet nie wiem jakiego użyły fortelu żeby się przed nami ukryć, przebiegłe stworzenia. No ale ile można siedzieć w mieście i szukać jednej małej modraszki kiedy Narew i Biebrza czekają (w woli wyjaśnienia - w końcu znalazłyśmy modraszkę). Jedziemy dalej. Po jakimś czasie stwierdziłyśmy, że z naszego 3-drzwiowego BABMOBILU nie wysiada się zbyt wygodnie i rozpoczęłyśmy samochodowe ?safari". Jak się okazało bogactwo awifauny Podlasia pozwala na tzw. ornitologię dla leniwych (oczywiście wymyśloną przez ornitologa mężczyznę).

W naszym regionie nawet jadąc samochodem można spotkać ciekawe gatunki ptaków. W ten sposób udało nam się upolować dudka, błotniaka łąkowego, makolągwę, pliszkę żółtą i białorzytkę. Są jednak miejsca, jak rozlewiska Biebrzy i Narwi, gdzie mimo zmęczenia grzechem ornitologicznym jest siedzieć w aucie. No bo jak, kiedy dookoła są rycyki, czajki, kuliki wielkie, bataliony, piskliwce, łęczaki, płaskonosy, świstuny, wodniczki i wiele, wiele więcej.Nasza wyprawa trwała blisko 20 godzin i zaowocowała 116 gatunkami na liście. Oczywiście byli lepsi, ale nie o to chodzi. Bawiłyśmy się świetnie. Wbrew złośliwym komentarzom "ornitologów mądrali" nie zgubiłyśmy się, nic nas nie zjadło w lesie i mimo pokonanych kilometrów i wertepów silnik nie wypadł z auta.

Drukuj